Odcinek 22, czyli o social’u i socjalu

Dodano: Sie 12 2013 Autor: Avena Admin

Social media. Media społecznościowe. No, pokręćmy trochę lingwistyczne bączki. W końcu pogoda sprzyja lekkim tematom i iście plażowym rozważaniom…

Social. Socjal. Nie mylić z socjalizmem. Socjalizm obejmował (i to nierzadko raczej kurczowo) kilka dziedzin. Na przykład w filozofii socjalizm negował kapitalizm (bo mała grupa wyzyskuje i rządzi resztą). W ekonomii – i tu się zaczynają schody niczym z Eisensteina – pojawiają się dwa kluczowe nazwiska. Zadrżyj czytelniku: Karol Marks i Friedrich Engels. A nie, pardon, trzy nazwiska, jeszcze Lew Trocki. Tak, tak, dwaj pierwsi to tacy smutni panowie z brodami. Może nie smutni, ale bardzo poważni, bo żyli w czasach, w których nie wypadało być miłym i pogodnym i owłosienie twarzy pozwalało na ukrycie emocji. Więc wyglądali groźnie, bo też groźne i nieznoszące sprzeciwu były ich tezy. O socjalizmie.

Wracając do socjalu. W języku potocznym „socjal” oznacza to, czym rozpieszcza nas pracodawca: ubezpieczenie, opiekę lekarską. Może nawet karnet na siłownię? Tak mówimy przecież, prawda? Kiedy słyszymy: „Mam taką sobie pensję, ale super socjal” przed zazdrosnymi oczyma staje nam open karnet do lanserskiego fitness clubu (dygresja: zdarzyło Wam się kiedyś nie wykorzystać przydziałowego, służbowego karnetu na siłownię? Nie dotrzeć tam ANI RAZU? My takich znamy – i karnet został im podobno odebrany). No więc to jest ów socjal.

A social? W języku angielskim: social, po hiszpańsku: social, w języku szwedzkim: social. Social ten w języku polskim oznacza „społeczny”. Właśnie: „społeczny”, nie „społecznościowy”. „Społecznościowy” WORD nadal podkreśla jako błąd i podpowiada: „społeczności” – „wy”. Czyli WY w SPOŁECZNOŚCI? A my? Ale zostawmy office’a. „Społecznościowy” ze swoim obecnym znaczeniem wszedł do języka polskiego trochę tylnymi drzwiami i wymusił na nas używanie go w kontekście właśnie mediów. Nie pierwsze to słowo i nie ostatnie, które tak się panoszy, ale język to żywy organizm i ma swoje prawa i słabości.

A media? Nie, nie znajdziecie tu opisów mediów w rozumieniu budowlanym: gaz, prąd i bieżąca woda. Myślmy szeroko! Media! Telewizje! Prasy! Radia! Internety! No jednym słowem mass media. Media mas i dla mas. Chociaż, też nie do końca, bo pierwsza polska gazeta wydana w połowie XVII wieku miała nakład… 200 sztuk. Tak, tak, tam są dwa zera po dwójce! Dwieście sztuk. To co to za mas (mass) media?

Albo medium (M) w ujęciu rozmiarówkowo – odzieżowym oznacza „średni”, obok XS, S, L… Medium społecznościowe. Czyli co, społecznościowy średniak?

Medium to również osoba pośrednicząca w kontaktach ze światem… nadprzyrodzonym. Ale jeśli chodzi o relacje z innymi światami to wolimy pozostać w dobrym kontakcie ze światembiznesu. Tu czujemy się znacznie pewniej i wszystkie elementy tego świata są namacalne i policzalne. No, przynajmniej większość.

I takie to nasze kapitalistyczno-duchowe dygresje. I dygresje i do dygresji. Wiedza na temat social media to studnia bez dna. I to nas cieszy, bo najłatwiej jest się czegoś nauczyć i po prostu umieć. Nadążać znacznie trudniej. A lubimy jak nie jest łatwo!

 „Najwyższą wartością w społeczeństwie są social media. Udostępniajcie, lajkujcie i szerujcie bez obaw o kolejne pokolenia”.
Czy tak rzekł Karol Marks? Raczej nie. Ale jak fajnie byłoby to przeczytać w „Kapitale”! To byłby post!